top of page

Czasem warto oddać się pasji...

 

Wieczór zaskoczył ją aurą nieskończoności. Gdzieś w oddali słońce ustępowało miejsca księżycowi, a ten figlarz znów patrzył na nią tym swoim spojrzeniem, które zawsze zwiastowało zabawę. Najwyraźniej i tym razem jej rozterki bawiły go i mimo dzielącej ich odległości doskonale rozumieli się. Twardowski, odkąd pamiętała, zawsze śmiał się z jej problemów, a ona nie pozostawała mu dłużna. Dziś zapowiadało się na pełnię, a to oznaczało, że jej nieokiełznana natura czarownicy zatańczy na krawędzi życia, by móc poczuć zew natury. Na razie zrobiła sobie kawę. Kawa pozwalała jej chłonąć zapachy słodkich poranków i parnych od namiętności wieczorów. Magda powiedziała jej ostatnio :" Jak umrzesz to Ci kubek z kawą i ekspres postawię na grobie, żebyś w niebie jakoś przetrwała" Dobra kobieta, pomyślała Kaśka i uśmiechnęła się do siebie. Słońce płonęło czerwienią pożaru, a krople wody dostarczającej roślinom krwi odbijały koloryt życia ...jej życia. Było ona zawsze jak holo....różne, zmieniające się w błyskawicznym tempie, powodujące zachwyt i niedosyt. Lubiła to swoje holo, choć czasem zastanawiała się czy znajdzie kogoś, kto da radę zrozumieć jej potrzebę szybkości i działania. Czy jest gdzieś ten, który zrozumie jej nieobliczalną naturę artystyczną, nie znoszącą nudy i buzującą kreatywnymi pomysłami? Ktoś kto nie podetnie jej skrzydeł ? Na razie nie martwiła się tym, bowiem dużo bardziej zaabsorbowała ją sprawa firmy. Mogła nareszcie tworzyć ...Kiedy patrzyła na swoje pierwsze projekty z rozpaczą widziała niedoróbki, ale przecież dopiero poznawała niuanse, by już wkrótce wybuchnąć feerią barw, zapachów, możliwości. Kręcił ją ten świat twórczych pomysłów i realizowanych pasji..... Gdyby tylko ... Szybko odrzuciła tę myśl. Liczyła na los, a on zawsze podsuwał jej niebanalne rozwiązania skomplikowanych sytuacji. Spojrzała w górę, gdzie Twardowski toczył dysputę z diabłem...kiedy doszli do momentu akceptacji warunków podpisania umowy w Rzymie, Twardowski jak zawsze darł się w niebogłosy twierdząc, że podpisze w Romie...

Jakieś to było dziecinne i głupie , kiedy tak krzyczał jej imię. Przecież nie była głucha i słyszała ich każde słowo..... Odkrzyknęła, jak zawsze: Kaśka ...na imię mi Kaśka, głupole!!!! Eh Ci faceci, westchnęła i upiła łyk kawy, zagłębiając się jeszcze bardziej w wiklinowym fotelu.... Ale musiała przyznać sama przed sobą, że ten weekend pozwolił jej odpocząć w warunkach, które uważała za optymalne. Twardowski z Diabłem przestali na chwilę się kłócić i kiwali głowami rozumiejąc jej rozterki. " Gówno wiecie " pomyślała i mrugnęła do nich porozumiewawczo.

 
 
 

Komentarze


bottom of page